
Odpowiedź Ministerstwa Edukacji Narodowej na interpelację poselską nr 19309 posła Tomasza Treli to podręcznikowy pokaz urzędniczego uniku wobec głębokiej zapaści polskiej oświaty. Na pytania o spadek realnych płac, paraliżujące braki kadrowe i duszącą biurokrację, resort – tradycyjnie - odpowiedział suchym, formalno-prawnym monologiem.
Zamiast wizji zmian otrzymaliśmy kolejną próbę zepchnięcia odpowiedzialności na samorządy oraz zasłonę dymną w postaci odsyłaczy do zewnętrznych instytutów.
W swoim stanowisku MEN z dumą eksponuje niedawne modyfikacje Karty Nauczyciela, chwaląc się wyższymi odprawami i nagrodami za 40 oraz 45 lat pracy. Choć doceniamy te zmiany, spójrzmy prawdzie w oczy: to rozwiązania czysto fasadowe. W obecnych realiach stanowią one jedynie „odprawę na pożegnanie” dla osób, które opuszczają system. Dla pedagogów, którzy dziś dźwigają na własnych barkach polską edukację, resort nie ma żadnej propozycji, która powstrzymałaby ich przed ucieczką z zawodu.
Równie rażącym elementem strategii MEN jest utrwalanie patologicznej decentralizacji dodatków za trudne warunki pracy. Pozostawienie tych stawek w rękach samorządów sankcjonuje drastyczne dysproporcje regionalne. Pensja nauczyciela staje się zakładnikiem kondycji finansowej organu prowadzącego a nie odzwierciedleniem jego trudu. Nasz Związek mówi o tym głośno od kilkunastu lat – niestety, wciąż odbijamy się od ściany. A przecież uzdrowienie tego mechanizmu nie wymaga wielomiesięcznych maratonów ustawowych na Wiejskiej. Wystarczy jedna decyzja i zmiana w ministerialnym rozporządzeniu o wynagrodzeniach. To nie brak możliwości prawnych paraliżuje zmiany – to chroniczny brak woli politycznej.
Z głębokim niepokojem przyjmujemy fakt, że w tak fundamentalnych sprawach jak prognozy emerytalne czy badanie rzeczywistego obciążenia pracą, MEN wprost deklaruje brak własnych narzędzi analitycznych. Odsyłanie do IBE czy czekanie na kolejne edycje międzynarodowego badania TALIS , w warunkach ostrego kryzysu kadrowego, to nic innego jak cyniczne granie na zwłokę.
Za skrajnie nieakceptowalne i logicznie wadliwe uznajemy stanowisko resortu, według którego obecny poziom obciążenia biurokratycznego jest „optymalny”. Zachodzi tu rażąca sprzeczność: skoro ministerstwo, jak samo otwarcie przyznaje w innym miejscu odpowiedzi, nie posiada własnych narzędzi analitycznych do badania czasu pracy, to na jakiej podstawie arbitralnie twierdzi, że „dokumentacja prowadzona przez nauczycieli zgodnie z obowiązującym stanem prawnym stanowi podstawę niezbędną przede wszystkim w procesie kształcenia uczniów, a jej prowadzenie nie wiąże się z nadmiernym nakładem czasu”?
To urzędnicze zapewnienie stoi w jaskrawej sprzeczności z realiami pracy specjalistów z poradni psychologiczno-pedagogicznych. To właśnie oni, kosztem życia prywatnego, zmuszeni są do codziennego obsługiwania czasochłonnego systemu dokumentacji. Ministerstwo całkowicie ignoruje fakt, że współczesna poradnia stała się taśmociągiem produkującym dokumenty, zamiast miejscem realnego wsparcia dla dziecka w kryzysie.
W tym kontekście zadajemy MEN publicznie cztery fundamentalne pytania:
- Na jakiej podstawie merytorycznej uznano, że procedowanie wielostronicowych, skomplikowanych prawnie opinii i orzeczeń, wtłoczonych w sztywne ramy ministerialnych rozporządzeń, nie generuje nadmiernego obciążenia czasowego?
- Kto, kiedy i w jaki sposób oszacował realny czas pracy jaki specjaliści muszą poświęcić poza oficjalnym pensum na udział w wielogodzinnych posiedzeniach Zespołów Orzekających?
- Jakie konkretnie badania naukowe lub audyty czasu pracy pozwalają resortowi twierdzić, że pisanie dziesiątek stron urzędowych dokumentów bezpośrednio przekłada się na podniesienie jakości procesu kształcenia uczniów?
- Gdzie, w dobowym zegarze, urzędnicy ministerstwa widzą wolną przestrzeń na realizację wszystkich zadań poza pensum bez rażącego łamania kodeksowych norm czasu pracy?
Dopóki resort nie porzuci zaprezentowanej retoryki, nie przedstawi rzetelnych wyliczeń i nie wskaże jasnych ram czasowych w dobie na realizację zadań poza pensum, wszelkie zapewnienia o „optymalizacji” systemu będziemy traktować wyłącznie jako szkodliwą tezę bez pokrycia w faktach oraz próbę legitymizowania darmowej pracy specjalistów.
Odpowiedź MEN na interpelację poselską bezlitośnie obnaża brak jakiejkolwiek spójnej strategii kadrowej i płacowej na najbliższe lata. Nie ma naszej zgody na to, by biurokratyczny optymizm legitymizował systemowe wyzyskiwanie pracowników oświaty. Wzywamy Ministerstwo Edukacji Narodowej do natychmiastowego porzucenia tej papierowej fikcji, rozpoczęcia rzeczywistego dialogu społecznego i – przede wszystkim – do traktowania nauczycieli jak podmiotowych partnerów, a nie darmową siłę roboczą.
Treść interpelacji:
https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=DXBCXG
Odpowiedź MEN:
https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=DXXHW2
